Kilka dni temu brałam udział w ogólnopolskiej konferencji naukowej zorganizowanej przez Katedrę Zarządzania Politechniki Łódzkiej, pt. “Zarządzanie przedsiębiorstwem w warunkach rozwoju wysokich technologii”. Wygłosiłam referat o barierach kognitywnych, czyli poznawczych, w procesie wdrażania strategicznej zmiany.
Po wysłuchaniu kilku referatów o innowacjach i innowacyjności odniosłam nieodparte wrażenie, że terminy te, choć powtarzane jak mantra i odmieniane przez wszystkie przypadki, pozostają nieostre, niejasne i niejednoznaczne, by posłużyć się terminologią semiotyki. W badaniach naukowych mówi się wciąż o wdrażaniu innowacji, o działalności innowacyjnej przedsiębiorstw, o przedsiębiorczości wewnątrzorganizacyjnej w tworzeniu innowacji, o transferze technologii jako czynniku poprawy konkurencyjności polskich przedsiębiorstw, o czynnikach kształtujących innowacyjność małych i średnich firm…
To zastanawiające, ale w kontekście dyskursu o innowacji i innowacyjności, mało kto “mówi” językiem innowacji, mało kto zna język innowacji, jakim posługują się inwestorzy szacujący i podejmujący ryzyko związane z innowacjami. Główne pojęcia tego języka to DCF, NPV, IRR… To jest język finansowania innowacji, tym językiem właśnie posługują się private equity i venture capital!
W kontekście innowacji właściwie nikt nie wspomina o ryzyku i jego konsekwencjach. Brakuje opracowań dotyczących bankructw i likwidacji podmiotów gospodarczych, skali utopionych w innowacjach kosztów, czy braku wystarczających kompetencji menadżerskich w zarządzaniu wdrażaniem innowacji. Nikt otwarcie nie wspomina, że innowacja w gospodarkach o dużej dynamice wzrostu oznacza/ła często po prostu imitację - inteligentne skopiowanie sprawdzonego wzoru czy rozwiązania.
Ogólnie przyjmuje się w analizie zagadnień związanych z innowacjami podejście procesowe, oparte na racjonalnych założeniach i przygotowanym z inżynierską precyzją planie. Wdrażanie innowacji oznacza zmianę. Często strategiczną i kompleksową obejmującą nie tylko zmiany technologiczne, ale również zmiany organizacyjne i kulturowe. Modele zarządzania zmianą w XXI wieku odchodzą od tradycyjnego modelu Lewina, gdzie przejście z jednej fazy to drugiej jest liniowym procesem „rozmrażania“, zmiany i „zamrażania”. Beer czy jeszcze bardziej Shaw zakotwicza zarządzanie zmianą w rzeczywistości złożonej, kompleksowej, która nigdy nie znajduje się w stanie równowagi. Trudno jest zarządzać chaosem, nie można go przecież zaplanować, alokować “jego” zasobów, pokierować nim i go kontrolować. Chaos oznacza nieprzewidywalne, irracjonalne, przypadkowe. Chaos wymaga przywództwa. Przywództwa, niekoniecznie przywódców…
Przyjmijmy więc, że innowacyjność oznacza również “kreatywne” podejście do problemów, w tym spryt w przezwyciężaniu okowów systemu :-), wynika czasem z przypadku, zaniedbania, pomyłki, farta, zabawy, wreszcie kontestacji komercyjnej rzeczywistości. Postęp bowiem - mimo powszechnej definicji opartej na myśli kartezjańskiej - niekoniecznie w XXI wieku oznacza zmianę na lepsze…